Oto jesteśmy u źródeł fotografii, cofnięci o niemal pięć wieków wstecz: gdzieś około roku pańskieg...

Historia Fotografii...

/
2 Comments
        Oto jesteśmy u źródeł fotografii, cofnięci o niemal pięć wieków wstecz: gdzieś około roku pańskiego 1500 wielki florentyńczyk Leonardo da Vinci, "boski Leonardo", kładzie fundamenty pod gmach fotografii. Opisuje urządzenie nazwane camera obscura. Jeśli w przedniej ściance szczelnie zamkniętego pudła zrobimy niewielki otworek, to na przeciwległej ścianie utworzy się odwrócony obraz przedmiotu, na który pudło "nastawimy". Tak więc "boski Leonardo", który przewidział lot człowieka, przewidział także, że jego camera obscura to właściwie aparat fotograficzny.
Dziś każdy uczeń szkoły podstawowej wie, że aparat jest udoskonalonym pudełkiem mającym z przodu otworek, że właściwie bardzo blisko od Leonardowskiej camery do jakiegoś Zenita czy Pentaconsixa, a szczególnie do prymitywnego aparatu skrzynkowego. Mistrz floretyński nie przypuszczał jednak, by obrazki, które powstają na tylnej ścianie jego skrzyneczki, można było "złapać", "utrwalić", "uwiecznić" - bo i czym?

początek fotografii

Dwieście kilkanaście lat wystarczyło zupełnie, by Leonardowska camera poszła w zapomnienie. I dlatego może człowiek, który mógł był w 1727r. wynaleźć fotografię - nie wynalazł jej. Był to profesor z Halle, Jan Henryk Schultze. Odkrył on wówczas, że niektóre związki chemiczne srebra reagują na światło. Podobnie jak skóra ludzka - wystawiona na działanie słońca - związki te czerniały. Ale profesor nie słyszał pewnie nic o camerze, a jeżeli słyszał, to zapomniał. Fotografia "nie wynalazła się".


Dopiero w sto lat po Schultzem dwóch Francuzów - wzajemnie o sobie nie wiedząc - zaczęło pracować nad "otrzymaniem wizerunku bez pomocy rysowania". Jeden, starszy już pan J.N.Niepce, drugi dość znany w Paryżu malarz i scenograf L.J.Daguerre. Przypadek sprawił, że się poznali. Zawarli spółkę do wymiany doświadczeń, a mieszkali o czterysta kilometrów od siebie. Pisali, a listy szły wolno. Praca szła więc także powoli. Obaj przecież poruszali się po dziewiczym i właściwie obcym im terenie chemii. Wreszcie Daguerre, znowu przez przypadek, odkrył, że jego jodosrebrowa płyta daje się wywołać w parach rtęci.
Właściwie - był to rok 1837 - fotografia została odkryta. Niepce już od czterech lat nie żył. Półtora roku starań o korzystną sprzedaż tajemnicy wynalazku zawiodło, nikt nie chciał uwierzyć w możliwość "malowania światłem". Ale wiadomość o wynalazku dotarła do Akademii Nauk. Jej sekretarz, znakomity fizyk D.F.Arago, w lot pojął doniosłość tego, co stworzyli Niepce i Gaguerre. Wynalazek ten - sądził - nie powinien być opatentowany, powinien być dostępny każdemu człowiekowi na świecie. I sprawił, że rząd Francji przyznał Daguerre'owi dożywotnią rentę roczną w wysokości 6 tysięcy franków, a synowi i spadkobiercy Niepce'a - 4 tysiące. 19 sierpnia 1839, na posiedzeniu Akademii Nauk w Paryżu, wśród entuzjazmu tłumów, opublikowano szczegóły wynalazku, jego technologię, czyli proces fotografowania, który nazwano wówczas dagerotypią. We wrześniu tego roku opis dagerotypowania wydano drukiem. Polski przekład ukazał się już w grudniu tego pamiętnego 1839 r, w Poznaniu.
Fotografia rozpoczyna swój wspaniały pochód. Zdjęcia robi się na metalowych, posrebrzanych płytkach, naświetlanie trwa około pół godziny
Głowę fotografowanego delikwenta chwyta się w solidne kleszcze, "aby się nie poruszył", płacić za podobiznę trzeba sumy bajońskie. Ze zdjęcia otrzymać można tylko jedną podobiznę na blasze. To wszystko nie odstrasza jednak rzeszy klientów i dagerotypia jest przebojem sezonu 1840 r w Paryżu, Moskwie, Berlinie, a także w Warszawie. Na dachu Uniwersytetu Nowojorskiego wynalazca telegrafu, Morse, zakłada pierwsze amerykańskie atelier, inkasując po 5 dolarów za portret.
Naturalnie pierwotny otowrek aparatu zastąpiono obiektywem, zespołem dobranych soczewek, co pozwoliło na wydatne skrócenie czasu naświetlania.



Na doskonaleniu obiektywu polegał też początkowy rozwój fotografii. Pierwszy dla fotografii zbudowany obiektyw skonstruował profesor matematyki w Wiedniu, ale urodzony w Słowacji, Józef Petzval. Obiektyw okazał się doskonały do zdjęć portretowych, do wszechstronniejszego fotografowania mniej był przydatny. Zresztą używany bywa sporadycznie do dnia dzisiejszego.
Dopiero prawie w 20 lat później, w r. 1866, Niemcy, tam będzie odtąd na długo kolebka precyzyjnego przemysłu optycznego, konstruują pierwszy aplanat, obiektyw, jaki stosowano w najprostszych aparatach prawie do naszych czasów. W drugiej połowie XIX wieku nie fotografuje się już wprawdzie na płytkach metalowych, używa się natomiast bardzo niepraktycznych mokrych płyt szklanych, które fotograf zawodowy "przyrządza" na krótko przed założeniem do aparatu. Oczywiście trąci to z lekka czarną magią i odstrasza wielu od fotografowania budząc jednak podziw dla wtajemniczonych.
Wprawdzie w 1871 r. angielski lekarz Maddox wynajduje suchą emulsję na szklanej płycie, ale prawdziwym przewrotem w historii fotografii staje się dopiero koncepcja pewnego ambitnego Amerykanina, Eastmana. Chcąc zrobić grubszy business na fotografii, Eastman zrozumiał, że jedyną drogą ku temu jest spopularyzowanie fotografii i oparcie jej nie na nielicznych zawodowych fotografach, lecz na fotoamatorach. Przeszkodą zasadniczą - rozumował p. Eastman - jest ciężka i łatwo tłukąca się klisza. Przed każdym zdjęciem trzeba ją zakładać, po zdjęciu wyjmować; kamera waży przy tym ok. 6 kg. Eastman spróbował zamiast szkła zastosować celuloid. Udało się. Stworzył popularny aparat amatorski na lekką błonę zwijaną, na której od razu można wykonać kilkanaście zdjęć - aparat lekki i poręczny. Międzynarodowe słowo "Kodak" (ostatni, ale nie najgorszy pomysł p. Eastmana) stało się synonimem zejścia fotografii - "pod strzechy". Kto to dziś może wiedzieć, czy p. Eastman nie widział uprzednio "fotorewolweru" warszawskiego fotografa Konrada Brandla, aparatu, który tak sobie chwalił sam cesarz Franz Joseph? Była to kamera ręczna, lekka i zgrabna, co prawda jeszcze na płyty szklane, ale obliczona po raz pierwszy na tak popularny potem format 6 x 9 cm. Wielu innych Polaków też co nieco dla fotografii wymyśliło, jak choćby Stanisław Jurkowski - nowoczesną migawkę. Ale dopiero zastosowanie amerykańskiej błony celuloidowej rozpoczyna nowy okres. Od tej pory fotografia staje się dostępna właściwie dla każdego, kogo stać na odłożenie niewielkiej sumy; mnożą się corocznie kadry młodych fotoamatorów, tysiące aparatów różnych marek zapełnia sklepy, a w każdym prawie mieszkaniu pojawia się solidny album fotograficzny. W ten sposób dochodzimy od wspomnień Leonardowskich do czasów, w których żyjemy i w których chwyciliśmy lub chwycimy do ręki aparat fotograficzny, niepodobny co prawda do kamery Daguerre'a, będący jednak jej prawym potomkiem. 



You may also like

2 komentarze:

  1. Uwielbiam jak piszesz :)

    Nie wiem czemu, nie mogłam dodać..

    OdpowiedzUsuń

W statystykach komentarzy mam ponad 400 stron spamu , fajnie ,że mnie odwiedzacie, ale jeszcze milej gdy bedziecie pisac na temat :)
Za każdy wartościowy komentarz dziękuje z całego serducha, to mobilizuje ! :)