Ibiza, wyspa o sławie imprezowej grzesznicy, z kultowymi dla miłośników clubbingu adresami, ma też spokojną, śródzi...

Island for events, fun and ... peace ... Ibiza

/
1 Comments

Ibiza, wyspa o sławie imprezowej grzesznicy, z kultowymi dla miłośników clubbingu adresami, ma też spokojną, śródziemnomorską twarz. Te dwie tak różne Ibizy żyją obok siebie jak najlepsze sąsiadki. 
 
Wersja rozrywkowa znana jest na całym świecie. Ibiza w kameralnej odsłonie wtajemniczonych zachwyca złotymi klifami, gajami oliwnymi i białymi miasteczkami. I wciąż można tu spotkać zasiedziałych od lat 60. hipisów, którym zawdzięcza swą sławę.
W Blue Marlin kelnerzy są przystojniakami. Białe koszulki z błękitnym logo opinają się na muskularnych ramionach, w uchu słuchawka niczym u ochroniarza, na nosie Ray Bany. Klientela też nie byle jaka. Na plaży dziewczyny idealne – i to bez Photoshopa. Do bikini noszą biżuterię flirtującą odblaskami ze słońcem.
Ci, którzy wynajmują wielkie łoża plażowe z baldachimem, popijają szampana. Gdy przenoszą się z plaży do restauracji, zakładają zwiewne tuniki. Chowają się w cieniu parasoli, którym szyku dodają żyrandole podwieszane do gałęzi drzew.
W menu ryby grillowane w całości, przynoszone triumfalnie do stolika na wielkiej tacy przez jednego z przystojniaków i oprawiane na naszych oczach z ości. Kuchnia wyborna. Kto zaspokoi głód, może spokojnie rozejrzeć się dookoła.


ibiza

Wokół sami piękni, uśmiechnięci, opaleni, wakacyjni. Takie towarzystwo będzie na Ibizie pojawiało się nie raz. Lepiej wiedzieć o tym, pakując walizkę. W wyciągniętym t-shircie łatwo nabawić się tu kompleksów. A jak ktoś nie wie, jak się ubrać (pomijając, że modnie), niech postawi na biel.


Białe są na Ibizie nie tylko miasta. Chociażby stolica Eivissa (Ibiza) i leżący po przeciwnej stronie wyspy Sant Antoni de Portmany, gdzie słynna Café del Mar obrosła piętrowymi wakacyjnymi apartamentowcami.
Biel na Ibizie się ceni. Może dlatego, że tak naprawdę można włożyć tu wszystko – cekiny, perukę, lisa, koturny, wściekły róż, albo nic. I gdzieś w przeciwwadze do tej rozszalałej mody wylegającej na ulicę wieczorami jest właśnie spokój bieli.
Tylko białe pośladki i pasek po bikini na plecach zdają się być tu obciachem. Króluje opalanie się topless. Lub golizna. Chociażby Playa des Cavallet. Ten piękny chroniony pas wybrzeża przejęli nudyści. Może uznali, że do chronionej przyrody naturalność pasuje jak ulał?


wakacje ibiza


Na rower najlepiej wsiąść w Santa Gertrudis de Fruitera. Białym miasteczku, gdzie przy rynku kilku zasiedziałych tu od lat 60. hipisów sprzedaje rękodzieło. W barze Costa można obejrzeć galerię dzieł artystów, którzy mieli talent, ale grosza przy duszy już nie, więc z właścicielem rozliczali się za wypite piwa w obrazach.
Trasy rowerowych i pieszych wypraw prowadzą przy rzece. Wokół ziemia sucha jak pieprz, smagana od wczesnej wiosny gorącym słońcem. Spragnionych z otwartymi ramionami wita winiarz z Sa Cova koło San Mateu. I chociaż droga do jego bodegi, prowadzi pośród rzędów winnych krzewów ostro pod górę, to warto zdobyć się na ten wysiłek.

Albo śmignąć dalej, do centrum San Mateu. By tu trafić do schowanego za białym murem 200-letniego domu, kryjącego Can Ciro, serwującego hiszpańską kuchnię. Gości bawi zielonożółta ara, dająca papuzi show.
Przedrzeźnia właścicielkę, Victorię, serwującą na przystawkę zapiekane plastry bakłażana, wielkie zielone oliwki i pastę czosnkową na wypiekanym w domowym piecu chlebie. A jej mąż, Francis, przyjmuje zamówienia na firmową potrawkę z ośmiornicy, puszystą tortillę, czy mięsiwa, których tak jak on nikt tu przyrządzać nie potrafi.
Jednak nawet na spokojnej północy Ibizy, podobnie jak na jej klubowym południu, nie wszystko jest tym, czym się wydaje albo za co się podaje. Ot, chociażby Atzaro. Strzałki prowadzą do Agroturismo. Ale już parking pełen wozów z górnej półki ostrzega, że coś tu jest nie tak.


Na początek dom o ścianach w kolorze ochry, który kiedyś mieścił gospodarstwo, a dziś hotel i bar serwujący niesamowity wybór szampanów. Dalej ogród. Najpierw japoński, gdzie pod liśćmi bananowców stoją ogromne łoża skryte tiulem kotar. Przez sad pomarańczowy, gdzie pomiędzy owocami z gałęzi zwisają nastroszone, designerskie białe lampy, przechodzi się do otoczonego szemrzącym strumieniem spa.
Basen, sala do jogi, legowiska pełne poduch, wygodne kanapy. Agroturismo, owszem, ale w końcu jesteśmy na Ibizie. Atzaro to oaza stworzona do relaksu w dzień i podsycanego beatem szaleństwa nocy. Ale zanim zapadnie zmierzch...


  źródło: onet.pl





You may also like

1 komentarz:

W statystykach komentarzy mam ponad 400 stron spamu , fajnie ,że mnie odwiedzacie, ale jeszcze milej gdy bedziecie pisac na temat :)
Za każdy wartościowy komentarz dziękuje z całego serducha, to mobilizuje ! :)